Jest piękny, ciepły, czerwcowy dzień, a mimo to nie mam humoru i nie czuję się dobrze.
Snuję się po domu.
Nudzę się a jednocześnie, nic mi się nie chcę.
Samej ze sobą mi ciężko wytrzymać. Dobrze że Michał w robocie i nie musi mnie znosić.
Coś bym zjadła, ale nie wiem co. Do sklepu nie chcę mi się iść i wolę nie ryzykować. Wczoraj wyszłam i kupiłam pizze z ananasem, ale po przyjściu do domu już jej nie chciałam, miała za dużo szynki, a ja nie jadam mięsa i doprowadziło mnie to do łez.
Oglądam seriale na laptopie, jednocześnie przeglądając zdjęcia czopów śluzowych w Google. Jak brzmi, tak samo obleśnie wygląda. Zastanawiam się, czy ci ludzie są normalni, że wstawiają takie zdjęcia do internetu. Potem myślę, czy ja jestem normalna, że to oglądam.
Dobra, idę się przespać, może zrobi mi się lepiej.
Wstaję.
Chlust!
Pierwsza fala uderzeniowa nadciąga. Co się dzieję?! To nie tak! Przecież mam jeszcze ponad dwa tygodnie! Czemu najpierw wody?! Gdzie skurcze? Gdzie powolna akcja porodowa?! Gdzie Michał?! Gdzie jakiś ręcznik?! No i gdzie ten cały czop śluzowy!? O co chodzi?!
Opanowanie i spokój na przemian z paniką i strachem. Ekscytacja z radością i przerażeniem, łzami i śmiechem. Ból z mega bólem i hiper, extra, giga bólem.
Około 15 godzin później, zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Ogarnęło mnie takie uczucie, jakiego nigdy do tej pory nie znałam. Zobaczyłam moje szczęście, moją miłość, moją radość, moją dumę, mój ideał, moje wszystko, moje ponad 3 kilo piękna, mojego Maksia. Mój jeden z piękniejszych dni w moim życiu.
Dziś moja miłość, kończy 6 lat. Buzia mu się nie zamyka a wyobraźnia nie kończy! Jest już dużym chłopcem a ja nie mogę w to uwierzyć. Kiedy te lata minęły, kiedy przestał być dzidziusiem?
Nie zmieniaj się synu. Zawsze bądź ciekawy świata, zawsze patrz sercem. Życzę Ci synku dużo zdrowia, bo sam wiesz, że to najważniejsze, a resztę sama Ci jakoś załatwię.
Kocham Cię.